Wdech dla złapania jasności umysłu, wydech. I tak kilka razy, bo jeden raz to za mało by wyzbyć się z płuc tego wszystkiego, czym przesiąkniesz podczas czytania „Grzybiarki”.
Wypuszczasz z siebie stęchliznę i wilgoć wżerającą się w ciuchy i skórę jednocześnie. Wypuszczasz strach i las pełen ciebie. Bo wiesz, że „(...) posłusznym trzeba być tylko samemu sobie, nikomu innemu”.* Gdy człowiek jest sam, to wie, jak żyć i gdzie ulokować umysł i strach.
(...)
Wie, jak trzymać świat w ryzach i jak go okiełznać. Wie, jak być zdrowym i jak żyć.
A Sisi nauczyła się nie widzieć, nie słyszeć, a nawet nie myśleć tego, co niepotrzebne i co psuje, piecze i swędzi. Dzięki temu stwardniała, pokryła się pancerzem bez pęknięć i wystających elementów, o które ktoś mógłby się skaleczyć. Sisi wie, jak żyć, które trasy pokonywać i jak układać dzień po dniu. Wie, do czasu, gdy w tym jej życiu pojawi się człowiek. Wtedy wszystko się rozsypuje i trudno wszystko wokół okiełznać i unormalnić. Komplikacje nastręcza powrót do tego, co swoje, ciche i bezpieczne.
Czytasz, a czas zwalnia. Zanika całkowicie. Zablokowane wskazówki zegara tkwią w jednym miejscu. Zmienia się atmosfera i zapachy, a zmysły wrażliwie stawiają kroki. Czytasz i czujesz, że coś się z tobą dzieje, coś nie do końca dobrego. To nie twoje miejsce i nie twój świat. Nie chcesz tu być, ale gdzie indziej się podziejesz? Tylko tu możesz być wypluta przez wszystkich i przez nich. Jesteś jedyną ich córką, nie powinni byli ci tego robić. Nie najbliżsi. Rodzina się kocha i szanuje i każdy w niej może dorosnąć. Dlaczego więc trafiło na nią, myślisz? Dlaczego ona?
Wszystko było dobre, do tego wieczora, gdy tak bardzo potrzebowała mamy...
Było ciemno, był tata i była zbyt ciężka dłoń tam, gdzie być nie powinna. I było przepraszam i cisza po nim. Zamknęły się drzwi, zostały demony, a wszystko, co dotychczas było jej, umarło. Ona umarła tam, wtedy, na tym łóżku, w swoim pokoju. Zatrzymał się czas.
Uciekła. Po latach. Po kuracjach i zamknięciach.
Uciekła po wielu lekach i lekarzach.
Teraz jest w Dvorcach. Dach przecieka. Dom, tak kiedyś rodzinny popada w ruinę, a ona wraz z nim. Bo to piętno sprzed lat nadal jest w niej. Uśpione łaskocze mózg. Nie zniknie w żadnym miejscu. Nie da się porzucić, jak niechciany bagaż gdzieś na jakimś dworcu w byle jakim mieście. Koniec tego świata dopadnie ją, nawet jeśli schowa się przed nim pod ziemią. Czyha nawet tu... Nawet tu...
„Grzybiarka” Viktorie Hanisovej maltretuje mózg.
Wpuszczasz w siebie słowa i obrazy i czekasz aż spuchną i rozsadzą ci ciało i umysł jednocześnie. Rozsadzą cię na milion kawałków, których długo jeszcze nie poskładasz w jedną całość. Czekasz, aż ogrom tej wyczytanej traumy zelży nieco ucisk w głowie, bo inaczej się rozlecisz. Stałeś się Sisi pośród wilgoci i lasu. Twoją wrażliwość mami każdy dźwięk.
Czujesz się, jakbyś stał „nad rzeką, w której rozpływa się niezręczna cisza”.
Każde miejsce i każdy czas mają swoje tajemnice, bo są sprawy, które nie powinny dotyczyć nikogo z zewnątrz. Są sprawy, które duszą się po dachem domu zamkniętego na klucz. Są sprawy, o których szybko się zapomina, tak, jak nieuchronnie zapomina się o wszystkim z upływem czasu. Tak, jakby ten czas pochłaniał historie ludzi i zwierząt i wszystkiego tego, co żyje. Ziemia rusza się, a jej taniec plączą dni i noce. Tworzą się pory roku, jest młodość i starość i bezdech.
Mija czas. Mijasz ty wraz z nim. Koło trwania kręci się miarowo, dla każdego bez wyjątku.
Niebywała powieść. Powieść z gatunku tych, które włażą w ciebie całe. Wrastają, jak grzyb. Cała ta treść i słowa i losy tych ludzi, to wszystko wżera się tkankę i zostaje w tobie.
„Grzybiarka” to powieść o tym, jak ciężka dłoń i jedno słowo potrafią rozbić świat na milion kawałków, których już nigdy ponownie nie da rady się złożyć.
To historia dziewczynki, która bezpowrotnie straciła siebie.
Słone łzy płyną po policzku. Wszystko się rozmazuje. Buzuje w tobie przerażenie i niesprawiedliwość na dorosłych. Na ich ślepotę i egoizm. Na ich strach i ucieczki.
Jestem dzieckiem, wołasz.
Chcę żyć. Chcę normalnie żyć.
Paweł Radziszewski „Pomiędzy” agaKUSIczyta ocena 10/6
książka-mimo trudnego tematu-jest wspaniała. jest o tym jakie krzywdy wydarzają się w niby standardowym życiu, że zawodzą najbliżsi, ale przede wszystkim o tym, że jest jakieś dalej i są zmagania, i dlatego jest dalej i wciąż są zmagania. wielu z nas coś niesie, nie ważne jakiego kalibru obiektywnie, ważne że nam jest z tym czymś ciężko na co dzień, nie umiemy się tego pozbyć, odłożyć, a powstrzymuje - jeśli tak czujesz,
(...)
prawdopodobnie zarezonuje. dla mnie lektura była bardzo dojmująco-oczyszczającym przeżyciem. napisana przepięknie: oszczędnie i obrazowo; całości dopełnia lektorka.
Tej nocy życie Sary przestało być normalne, dzieciństwo skończyło się, rodzina zaczęła się rozkładać od środka. Przez kolejne lata udawała, ale w środku czuła się pusta, pozbawiona uczuć, poza jednym- złością. Tylko raz cień rzucił ją pod auto, potem starała się nie zwracać na siebie uwagi, była dobrą uczennicą, miała chłopaka, dostała się do wymarzonego przez ojca gimnazjum, całkowicie dopasowała się do jego oczekiwań,
(...)
wymagań członka miejskiej elity.
Drugi raz pękła na balu maturalnym, prawie udało jej się wykrzyczeć jego winę, trafiła do psychiatryka. Otępienie i rutyna, rozmowy z sąsiadkami z pokoju pomogły podjąć jej decyzję.
Zaszyła się w tym domu, w którym stała jej się krzywda, chodząc w jego butach ich wspólnymi ścieżkami, starała się utrzymać na powierzchni, zbierała grzyby. Grzybobranie to była jego pasja, która stała się jej ucieczką… Ta książka to poruszająca opowieść o krzywdzie, która rozchodzi się po ciele i umyśle jak niewidoczna grzybnia. To historia wieloletniego zamykania oczu przez najbliższych, żeby się nie wylało, bo przecież to taki szanowany człowiek. Opis rodziny, w której nieustannie szuka się winnego, pomijając tego, kto winnym jest faktycznie. I dramat będącej w tle i w cieniu ojca matki, która nie potrafiła, nie mogła pomóc córce, więc znalazła sobie wyniszczającą ucieczkę.
Sara czuje się samotna, zmęczona i odrzucona przez braci, kilka razy próbowała zerwać z grzybami i tym miejscem, dom powoli daje jej znaki, że powinna go opuścić, jej ciało też się poddaje.
Długo się zastanawiałam, dlaczego Sara zakłada jego buty, dlaczego katuje się pobytem w ich letniskowym domku, gdzie została tak brutalnie pozbawiona dzieciństwa i beztroski, zastanawiam się nadal, po co codziennie szła po jego śladach i czuję, że delikatnie zaczynam odczuwać, dlaczego tak trudno jej się wyrwać. Pomogła mi też Edzia, z jej ścieżkami wyrytymi na ciele… Sara nie miała wtedy nawet dziesięciu lat. Od tego czasu minęło piętnaście, trzymam kciuki, żeby wreszcie się uwolniła.
JJ
Wypuszczasz z siebie stęchliznę i wilgoć wżerającą się w ciuchy i skórę jednocześnie. Wypuszczasz strach i las pełen ciebie. Bo wiesz, że „(...) posłusznym trzeba być tylko samemu sobie, nikomu innemu”.* Gdy człowiek jest sam, to wie, jak żyć i gdzie ulokować umysł i strach. (...) Wie, jak trzymać świat w ryzach i jak go okiełznać. Wie, jak być zdrowym i jak żyć.
A Sisi nauczyła się nie widzieć, nie słyszeć, a nawet nie myśleć tego, co niepotrzebne i co psuje, piecze i swędzi. Dzięki temu stwardniała, pokryła się pancerzem bez pęknięć i wystających elementów, o które ktoś mógłby się skaleczyć. Sisi wie, jak żyć, które trasy pokonywać i jak układać dzień po dniu. Wie, do czasu, gdy w tym jej życiu pojawi się człowiek. Wtedy wszystko się rozsypuje i trudno wszystko wokół okiełznać i unormalnić. Komplikacje nastręcza powrót do tego, co swoje, ciche i bezpieczne.
Czytasz, a czas zwalnia. Zanika całkowicie. Zablokowane wskazówki zegara tkwią w jednym miejscu. Zmienia się atmosfera i zapachy, a zmysły wrażliwie stawiają kroki. Czytasz i czujesz, że coś się z tobą dzieje, coś nie do końca dobrego. To nie twoje miejsce i nie twój świat. Nie chcesz tu być, ale gdzie indziej się podziejesz? Tylko tu możesz być wypluta przez wszystkich i przez nich. Jesteś jedyną ich córką, nie powinni byli ci tego robić. Nie najbliżsi. Rodzina się kocha i szanuje i każdy w niej może dorosnąć. Dlaczego więc trafiło na nią, myślisz? Dlaczego ona?
Wszystko było dobre, do tego wieczora, gdy tak bardzo potrzebowała mamy...
Było ciemno, był tata i była zbyt ciężka dłoń tam, gdzie być nie powinna. I było przepraszam i cisza po nim. Zamknęły się drzwi, zostały demony, a wszystko, co dotychczas było jej, umarło. Ona umarła tam, wtedy, na tym łóżku, w swoim pokoju. Zatrzymał się czas.
Uciekła. Po latach. Po kuracjach i zamknięciach.
Uciekła po wielu lekach i lekarzach.
Teraz jest w Dvorcach. Dach przecieka. Dom, tak kiedyś rodzinny popada w ruinę, a ona wraz z nim. Bo to piętno sprzed lat nadal jest w niej. Uśpione łaskocze mózg. Nie zniknie w żadnym miejscu. Nie da się porzucić, jak niechciany bagaż gdzieś na jakimś dworcu w byle jakim mieście. Koniec tego świata dopadnie ją, nawet jeśli schowa się przed nim pod ziemią. Czyha nawet tu... Nawet tu...
„Grzybiarka” Viktorie Hanisovej maltretuje mózg.
Wpuszczasz w siebie słowa i obrazy i czekasz aż spuchną i rozsadzą ci ciało i umysł jednocześnie. Rozsadzą cię na milion kawałków, których długo jeszcze nie poskładasz w jedną całość. Czekasz, aż ogrom tej wyczytanej traumy zelży nieco ucisk w głowie, bo inaczej się rozlecisz. Stałeś się Sisi pośród wilgoci i lasu. Twoją wrażliwość mami każdy dźwięk.
Czujesz się, jakbyś stał „nad rzeką, w której rozpływa się niezręczna cisza”.
Każde miejsce i każdy czas mają swoje tajemnice, bo są sprawy, które nie powinny dotyczyć nikogo z zewnątrz. Są sprawy, które duszą się po dachem domu zamkniętego na klucz. Są sprawy, o których szybko się zapomina, tak, jak nieuchronnie zapomina się o wszystkim z upływem czasu. Tak, jakby ten czas pochłaniał historie ludzi i zwierząt i wszystkiego tego, co żyje. Ziemia rusza się, a jej taniec plączą dni i noce. Tworzą się pory roku, jest młodość i starość i bezdech.
Mija czas. Mijasz ty wraz z nim. Koło trwania kręci się miarowo, dla każdego bez wyjątku.
Niebywała powieść. Powieść z gatunku tych, które włażą w ciebie całe. Wrastają, jak grzyb. Cała ta treść i słowa i losy tych ludzi, to wszystko wżera się tkankę i zostaje w tobie.
„Grzybiarka” to powieść o tym, jak ciężka dłoń i jedno słowo potrafią rozbić świat na milion kawałków, których już nigdy ponownie nie da rady się złożyć.
To historia dziewczynki, która bezpowrotnie straciła siebie.
Słone łzy płyną po policzku. Wszystko się rozmazuje. Buzuje w tobie przerażenie i niesprawiedliwość na dorosłych. Na ich ślepotę i egoizm. Na ich strach i ucieczki.
Jestem dzieckiem, wołasz.
Chcę żyć. Chcę normalnie żyć.
Paweł Radziszewski „Pomiędzy” agaKUSIczyta ocena 10/6
Drugi raz pękła na balu maturalnym, prawie udało jej się wykrzyczeć jego winę, trafiła do psychiatryka. Otępienie i rutyna, rozmowy z sąsiadkami z pokoju pomogły podjąć jej decyzję.
Zaszyła się w tym domu, w którym stała jej się krzywda, chodząc w jego butach ich wspólnymi ścieżkami, starała się utrzymać na powierzchni, zbierała grzyby. Grzybobranie to była jego pasja, która stała się jej ucieczką… Ta książka to poruszająca opowieść o krzywdzie, która rozchodzi się po ciele i umyśle jak niewidoczna grzybnia. To historia wieloletniego zamykania oczu przez najbliższych, żeby się nie wylało, bo przecież to taki szanowany człowiek. Opis rodziny, w której nieustannie szuka się winnego, pomijając tego, kto winnym jest faktycznie. I dramat będącej w tle i w cieniu ojca matki, która nie potrafiła, nie mogła pomóc córce, więc znalazła sobie wyniszczającą ucieczkę.
Sara czuje się samotna, zmęczona i odrzucona przez braci, kilka razy próbowała zerwać z grzybami i tym miejscem, dom powoli daje jej znaki, że powinna go opuścić, jej ciało też się poddaje.
Długo się zastanawiałam, dlaczego Sara zakłada jego buty, dlaczego katuje się pobytem w ich letniskowym domku, gdzie została tak brutalnie pozbawiona dzieciństwa i beztroski, zastanawiam się nadal, po co codziennie szła po jego śladach i czuję, że delikatnie zaczynam odczuwać, dlaczego tak trudno jej się wyrwać. Pomogła mi też Edzia, z jej ścieżkami wyrytymi na ciele… Sara nie miała wtedy nawet dziesięciu lat. Od tego czasu minęło piętnaście, trzymam kciuki, żeby wreszcie się uwolniła.
JJ